poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Ostatniej nocy na Ziemi - Daejae

TYTUŁ: Ostatniej nocy na Ziemi
BOHATEROWIE: Yoo Youngjae, Im Jaebum, Jung Daehyun
GATUNEK: au, romans
OSTRZEŻENIA: brak
ILOŚĆ SŁÓW: 2905
OPIS: Kocham Daejae. Zaczęte dawno temu, skończone dzisiaj. W razie błędów piszcie śmiało.



[…] dopiero, kiedy kończy nam się czas, dociera do nas jak wielu rzeczy jeszcze nie zrobiliśmy. Cały świat już pogrąża się w chaosie, bo przecież niecodziennie człowiek dowiaduje się, że za kilka dni wszystko zniknie. Nie będzie mnie, nie będzie ciebie.
            Czuję w każdej komórce swojego ciała, że koniec jest bliski i na pewno nie jestem w tym uczuciu sam. To tak, jakbym znalazł się w potężnej klatce, bez możliwości ucieczki, ale najgorsze jest to, że ten list nigdy do Ciebie nie dotrze, bo też, kto normalny przejmowałby się pocztą, kiedy wszystko ma się rozsypać?
            A jednak go piszę. Sam nie wiem. Może to bardziej jak rachunek sumienia? Powinien być szybki, czy może długi, jak najdłuższy? Trwający aż do momentu, kiedy zapadnie ciemność? Nie wiem. Nic już nie wiem.

Youngjae przeczytał jeszcze kilka razy tekst i z ciężkim westchnieniem zamknął laptopa. W ostatnim czasie nie doświadczył zbyt dużej ilości weny, ale próbował pisać, chociaż po kilka zdań, żeby robota całkowicie nie stanęła w miejscu.
Wielu ludziom wydaje się, że życie pisarza jest łatwe i przyjemne. Na początku, kiedy pisze się tylko dla siebie i nie ograniczają cię terminy, tak właśnie jest, ale gdy pojawia się wydawca i otoczka popularności, cała idea może nagle stracić sens.
Oczywiście to wspaniałe uczucie, kiedy czyta cię tylu ludzi, ale gdy historie wychodzą pod przymusem, w autorze zaczyna kiełkować coś na wzór niespełnienia.
Tak właśnie czuł się Youngjae. Nie był zwolennikiem końca świata, choć nie negował tego całkowicie. Jego wydawcy nie mogli jednak tak po prostu zostawić tego tematu. Było zbyt wielu ludzi lubujących się w naturalnych kataklizmach i właściwie już teraz liczono pieniądze, które najprawdopodobniej posypią się za książkę .
Tym razem trafiła mu się ckliwa historyjka, która całkowicie nie leżała w jego pisarskiej naturze. Wolał kryminały osadzone w XIX wieku, choć te nie cieszyły się zbyt dużą popularnością.
Nie chciał być znany z beznadziejnie romantycznych powieści. Nie lubił bzdurnych opowiastek, miał uczulenie na obsmarowywanie lukrem tego, co powinno przerażać.

Odłożywszy laptopa na niski stolik stojący obok wygodnego, wysiedzianego już fotela, na którym spędzał większość dnia pisząc, ruszył do kuchni po szklankę wody. Wielokrotnie miał ochotę sięgnąć po coś mocniejszego, tak na rozochocenie weny, ale w ostatniej chwili rezygnował. Nie chciał skończyć w rynsztoku, a spoglądając na dzieje jego rodziny, w której większość kończyła żywot z alkoholem w ręku, wolał nie ryzykować.
W momencie, w którym nalewał wody mineralnej do wysokiej, kolorowej szklanki, telefon w kieszeni jego rozciągniętego dresu dał o sobie znać grając Last night on Earth Delty Goodrem.
Wyjął go i pierwsze, co zrobił, to spojrzał na wyświetlacz, na którym tkwił napis „Im Jaebum”. W tej chwili nie miał najmniejszej ochoty na wysłuchiwanie nikogo, nawet najlepszego przyjaciela, ale doskonale wiedział, że ten nie odpuści i będzie wydzwaniał do końca dnia doprowadzając go tym samym do szału.
Odebrał starając się nastawić trochę bardziej optymistycznie do tej rozmowy.
- Tak?
- Cześć Jaejae. Co tam?
Youngjae zbyt dobrze znał ten ton, żeby tak po prostu dać się złapać. Oparł się jedną dłonią o blat kredensu i zapytał oschle.
- Czego chcesz?
- Dlaczego od razu mówisz do mnie w tak niemiły sposób?
- Bo wiem, że czegoś chcesz. Gadaj albo się rozłączam.
- Co byś zrobił, gdybym nagle wpadł do ciebie z kilkoma znajomymi na małą imprezkę?
Gdyby nie fakt, że obiecywał sobie spokój i opanowanie w stosunku do Jaebuma, to myślami poćwiartowałby tego dzieciaka na miliard kawałków.
- Bum? Co ty do cholery kombinujesz?
- Potraktuj to jak zapasową imprezę urodzinową. – nagle Jaebum się rozłączył, a do uszu Youngjae dotarł odgłos otwieranych drzwi i sporo radosnych głosów.
- Zabiję go – prychnął i ruszył w stronę wejścia do mieszkania, i już miał nakrzyczeć na niesfornego przyjaciela, gdy ten objął go, radośnie wołając.
- Jaejae! Mój ty przyjacielu. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
- Ale ja nie...
- Stary, wiem, że jesteś skromny, ale dobra impreza ci się należała. Wrzuć na luz i ciesz się tym wspaniałym dniem.

Ludzie, których Jaebum ze sobą przyprowadził byli sympatyczni i weseli, ale jak na jego gust było ich za dużo. W pewnym momencie zrobiło się duszno i z całego serca dziękował opatrzności, że dała mu mieszkanie z balkonem.
Kiedy się tam znalazł, a mroźne, grudniowe powietrze owiało jego twarz, poczuł niewypowiedzianą ulgę. Niebo było bezchmurne, ukazywało miliardy gwiazd i księżyc. Widok ten wydał mu się całkiem przyjemny, ale wciąż nie na tyle, by zaszyć się w swojej sypialni z laptopem i dać się ponieść wyobraźni.
Ta blokada, która go dopadła była nieznośna. Właściwie czuł to, co główny bohater piszący list do ukochanej, której miał już nigdy nie zobaczyć, ta cała sprawa z klatką, i choć pomysły kotłowały mu się w głowie, to nie wiedział jak to ubrać w słowa. Kiedy przychodziło do napisania choćby jednego, krótkiego zdania, cała chęć była zgniatana przez niemoc.
Jeszcze przez krótką chwilę dane było mu się nacieszyć samotnością, gdy drzwi balkonowe uchyliły się i wyjrzał zza nich pijany Jaebum. Jego twarz zwieńczał słodki uśmiech, który działał Youngjae na nerwy, zwłaszcza w tej chwili.
- Jaejae, my się będziemy już zbierać. Tak się cieszę, że pozwoliłeś mi urządzić imprezę. Dobranoc stary i wesołych świąt.
- Spadaj, nie mam ochoty na ciebie patrzeć – burknął, choć mimo wszystko jakieś rozczulenie pozostało. Jaebum był jak brat. Kochał go.
- Dobra, dobra. Spadam.

Wróciwszy do salonu zastał tam kompletne pobojowisko. Dywan zalany czerwonym winem, na sofie pełno okruchów i orzeszków ziemnych, a jego fotel nosił odciski butów. Z ciężkim westchnieniem podszedł do niego i zaczął otrzepywać materiał z brudu. Jego ukochany fotel!
Przeklinając pod nosem uderzył dłonią jeszcze kilka razy w oparcie i już miał zabrać się za czyszczenie dywanu, gdy w wejściu do niewielkiego pokoju dziennego połączonego z aneksem kuchennym stanął jeden z gości. Wcześniej Youngjae nie zwrócił na niego większej uwagi, bo też nie widział takiej potrzeby. Teraz chłopak uśmiechał się lekko w jego stronę i Youngjae nie wiedział jak ma się zachować, więc w milczeniu zbierał szkło potłuczonej zielonej butelki.
- Zapomniałem telefonu – oznajmił, a Youngjae podniósł wzrok i obadał spojrzeniem pokój. Jak się okazało na regale z magazynami literackimi leżał telefon.
Chłopak przeszedł przez pokój, schował telefon do kieszeni dżinsów i przez moment wahał się aż wreszcie powiedział.
- To była całkiem fajna domówka.
- Taka fajna domówka, że teraz muszę sam sprzątać ten syf. – wziął głęboki oddech – Ale to jest właśnie Jaebum. Kierownik zamieszania. A kiedy przychodzi do sprzątania, znika jak kamfora.
- Mogę ci pomóc, jeśli chcesz.
Na moment ich spojrzenia się spotkały i dopiero teraz Youngjae tak naprawdę przyjrzał się jego twarzy. Miał bardzo wydatne usta, mały nos i duże oczy. Mógł uchodzić za przystojniaka wśród dziewcząt i miał nie więcej niż dwadzieścia pięć lat.
- Nie musisz, pewnie na ciebie czekają.
- Właściwie to miałem od razu jechać do domu. Więc równie dobrze mogę zostać i pomóc ci ogarnąć ten bałagan. Jestem Daehyun, przedstawiałem się wcześniej, ale było pełno ludzi, więc pewnie i tak nie zwróciłeś na to uwagi – powiedział zdejmując skórzaną kurtkę. Odłożył ją na oparcie sofy, z której zaczął zbierać orzeszki.
- Youngjae.
- Nie wyglądałeś na zbyt zadowolonego z urodzinowej niespodzianki – zauważył próbując nawiązać jakąś bardziej otwartą konwersację.
- Bo urodziny mam dopiero w styczniu – odpowiedział wrzucając szkło do reklamówki po trunkach, która walała się po podłodze.
- Twój przyjaciel się trochę pospieszył.
- Jak widać.
Youngjae wstał i poszedł do jakąś szmatę, którą mógłby choć trochę oczyścić szary dywan. Wiedział, że plama pozostanie, więc chciał przynajmniej zredukować ją do minimum. Kiedy wrócił z łazienki, sofa była już posprzątana, a Daehyun zbierał papierki po cukierkach i puszki po piwie. Youngjae przyjrzał mu się przez chwilę i musiał przyznać, że chłopak niewątpliwie miał w sobie coś pociągającego, choć na początku wydał mu się dziwny. Może ze względu na jego duże wargi.
- Długo znasz się z Jaebumem? - zapytał wracając do czyszczenia dywanu.
- Nie za długo, ale zdążyłem się już przekonać, że jest typem rozrywkowego człowieka.
- Kocham go jak brata, ale czasami mam ochotę zaszlachtować.
Popatrzyli na siebie i roześmiali się. Youngjae poczuł jak robi mu się gorąco na widok uśmiechu Daehyuna. Chłopak był naprawdę przystojny.
- Piszesz, prawda? Tworzysz teraz coś ciekawego?
- Nie, nie. Ja nie piszę, ja produkuję papkę, która się sprzeda – stwierdził kiwając głową, co najwidoczniej bardzo zainteresowało Daehyuna.
- Jaebum mówił, że robisz to, co lubisz.
Youngjae usiadł obok plamy wsparłszy plecy o sofę. Złożył ściereczkę, odłożył ją na bok i powiedział.
- Ludziom się wydaje, że pisarz to świetny zawód. Z tym, że nie zawsze jest kolorowo. Wydawcy to harpie. Chcą mięcha, na które rzuci się głodny tłum. Dlatego zamiast kryminałów piszę jakieś badziewne romansidła z końcem świata w tle. Nie ma większej żenady na tym świecie niż puste słowa typu „kocham cię” i „nie opuszczę cię aż do śmierci”. Oszaleć można – zrobił gest dłońmi jakby jego głowa wybuchała, a Daehyun uśmiechnął się ciepło.
- Zawsze możesz pisać dla siebie to, co lubisz. Albo dla mniejszego grona.
Youngjae chciał zachować ten uśmiech tylko dla siebie, ale zamiast rozkoszowania się nim spojrzał na Daehyuna z politowaniem.
- Naprawdę sądzisz, że ktoś chciałby czytać kryminały osadzone w dziewiętnastym wieku?
- Myślę, że tak.
- Optymista z ciebie, ale ludzie gonią za łatwizną – westchnął Youngjae uśmiechając się lekko.
Po chwili Daehyun dołączył do niego, ale nie odezwał się. Kilka razy spojrzeli na siebie, czemu towarzyszył nerwowy, urywany śmiech.
- Wiesz – zaczął nowy znajomy patrząc intensywnie w jego oczy – Ja bym bardzo chciał przeczytać coś, co napisałbyś tak naprawdę od serca.
Na moment zaległa między nimi cisza i, gdy zaczęła się niebezpiecznie przedłużać Youngjae prychnął na poły ze śmiechem sprzedając Daehyunowi lekkiego kuksańca w bok.
- Przestań się zgrywać. Mówisz to z grzeczności i żeby mnie nie urazić.
Chłopak roześmiał się pogodnie na te słowa.
- Mówię prawdę. Czytałem „Diabła karo”, masz talent i choć tematyka diabła była banalnie prosta i zakrawała na tanie romansidło dla melancholijnych nastolatek, to całkiem dobrze się czytało.
Twarz Youngjae zarumieniła się lekko, a jego serce przyspieszyło bicia. Nie tylko słowa siedzącego obok nowego znajomego spowodowały taką reakcję z jego strony. Daehyun siedział bardzo blisko, prawie stykali się ramionami, zapach jego perfum przyprawiał go o zawrót głowy.
Chcąc uniknąć jakiejś kompromitującej sytuacji postanowił rozpocząć temat bardzo zwyczajny i w jego odczuciu „bezpieczny”, niewymagający głębokich przemyśleń.
- Opowiesz coś o sobie? – poprosił siląc się na zwyczajny ton, choć emocje zaczęły w nim buzować. Na samą myśl, że ma w mieszkaniu nieziemsko przystojnego faceta robiło mu się słabo.
- Nie ma za bardzo o czym mówić. Urodziłem się w Busanie, ludzie często wypominają mi przez to akcent. Trzy lata temu przeprowadziłem się do Seulu i jestem na drugim roku studiów. W międzyczasie trochę śpiewam, a poza tym, to nudny ze mnie gość.


Youngjae dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że wpatruje się w jego wargi przygryzając przy tym swoją, dolną. Człowiek przed nim nieświadomie ociekał seksem. I faktycznie akcent był słyszalny. Ale cholera... Co on z nim robił.
- Napijesz się czegoś? - zaproponował z rozmysłem, wiedząc, że dodatkowa dawka alkoholu bardziej rozluźni atmosferę – Mam dobre białe wino, trzymam je na czarną godzinę jakbym przypadkiem zapadł na kompletną niemoc twórczą.
Jakby ta, na którą cierpiał teraz nie była wystarczająco dobijająca.
Wstał z podłogi i podszedł do aneksu kuchennego, by wyciągnąć z górnej szafki wspomniany wcześniej trunek. Miodowy kolor już sam w sobie był kuszący.
- Niestety nie posiadam eleganckiego szkła do wina, więc będziesz musiał zadowolić się kubkiem.
- Przeżyję – odparł posyłając Youngjae rozbawione spojrzenie.
Kiedy Youngjae wrócił na swoje miejsce trzymając w dłoniach dwa czarne kubki w latające owce, jeden podał nowemu znajomemu a ze swojej upił solidny łyk i czekał, co powie Daehyun.
- Łał, naprawdę dobre. – stwierdził po spróbowaniu i dodał – Wypijmy za... Za co możemy wypić?
Youngjae zmarszczył czoło myśląc intensywnie.
- Wypijmy za ludzi, którzy lubią staroświeckie kryminały.
- I za Jaebuma, gdyby nie on nigdy byśmy się nie poznali – dopowiedział Daehyun i wznosząc kubki stuknęli się nimi lekko, po czym upili jeszcze trochę wina.

Trzy kubki wina później sytuacja wyglądała tak, że wciąż siedzieli oparci o sofę, z tą jedną różnicą, że teraz głowa Daehyuna spoczywała na ramieniu drugiego chłopaka.
- Dziewczyny muszą cię uwielbiać – wymamrotał Youngjae lekko pijackim głosem. Nie powinien pić, bo słaba głowa właśnie dawała o sobie znać.
- Kilka by się znalazło – odparł skromnie.
Youngjae pokręcił głową ze śmiechem.
- Umawiasz się?
- Nie  – na koniec roześmiał się pogodnie.
- Daehyunnie… One też tak na ciebie mówią?
Nagle Daehyun uniósł głowę, by przyjrzeć się uważniej twarzy Youngjae.
- W twoich ustach to brzmi lepiej. Zdecydowanie. – pokiwał głową energicznie, na co drugi zareagował głupkowatym – Jaejae...
- Daehyunnie...
Po chwili wypełnionej kretyńskimi chichotami rodem ze szkoły na dziewcząt ich twarze były na tyle blisko, że z łatwością wyczuwali swoje oddechy. Co prawda szału nie było, a dolnych partii ciała nie urywało, ale im i tak powiewało na wietrze, czy mają świeże oddechy. Byli podpici, a ich szare komórki pokryły się grubą warstwą tęczy.
Jednakże w którymś momencie Daehyun spoważniał.
- Youngjae... Jesteś piękny. – powiedział przysuwając się jeszcze bliżej – Chcę cię pocałować.
Stwierdzenie to podziałało jak afrodyzjak, bo w ułamku sekundy Yoo Youngjae rzucił się na niego, przyszpilił swoim ciałem do podłogi i całował. Zachłannie, jakby ten miał mu zaraz uciec.
Ich języki ocierały się o siebie, a dłonie szukały możliwości dotarcia do rozpalonych ciał. To było istne szaleństwo i gdzieś w zakamarkach pijanego umysłu pana pisarza pojawiła się podła myśl, że następnego dnia będzie tego żałował.

***
Obudził się rano i przez moment nie bardzo wiedział, gdzie jest, kim jest ani co się dzieje. Od zawsze miał słabą głowę do alkoholu. Na szczęście po kilku minutach zaczęła mu wracać pamięć. Impreza, wino, Daehyun... Daehyun.
Pospiesznie podniósł się do pozycji siedzącej, co nie było najlepszym posunięciem, bo dogłębny ból odezwał się w dolnych partiach jego ciała. Chyba jednak coś mi urwało. Pomyślał z rozbawieniem.
Przeczekawszy falę bólu uświadomił sobie, że jest sam. Druga połowa łóżka była pusta, lecz wciąż widać było, że ktoś na niej leżał.
Z niechcianym ukłuciem w sercu, ale i ze świadomością, że przeczucie z wczorajszego dnia się sprawdziło dotknął zimnej już pościeli. Jak bumerang wróciły wspomnienia z gorącej nocy, jaką ze sobą spędzili.
Boże, uprawiali seks prawie całą noc!
Youngjae stęknął przygryzając wargę prawie do krwi, żeby odgonić od siebie podniecające wspomnienia, bo wiedział, że nie było sensu wracać do czegoś, co już nigdy po raz drugi się nie wydarzy, a przynajmniej nie z tym człowiekiem.
Teraz należało wrócić do codzienności.

Przez kilka kolejnych dni nie był w stanie zapomnieć o tym, co wydarzyło się między nim a Daehyunem. Cały czas czuł jego zapach, gorąc jego ciała, w uszach dźwięczał mu niski, zmysłowy głos. Z całych sił starał się wyrzucić to ze swojej głowy, ale po prostu nie mógł.
Jak na złość nie miał żadnego kontaktu z Jaebumem i prawdę mówiąc jedynym, co mu w jakiś sposób pomagało, było pisanie tego taniego romansidła. Szło mu znakomicie!

List Davida do Lilly wyszedł o wiele dłuższy niż Youngjae planował. Zrezygnował też ze szczęśliwego zakończenia gnany własnymi przeżyciami i wreszcie stwierdził, że bez tego lukrowego zwieńczenia, książka nie będzie aż tak kiepska.
Pochłonięty pisaniem zakończenia nie od razu usłyszał pukanie do drzwi, dzwonek zepsuł się jakiś czas temu i jakoś nie miał głowy do naprawy. Dopiero za trzecim razem oderwał wzrok od ekranu laptopa i z piekielną niechęcią odstawił go na stolik.

Otwierając drzwi nie spodziewał się nikogo specjalnego, więc ujrzawszy uśmiechniętą twarz Daehyuna, jego serce podskoczyło prawie do gardła.
Oto stał przed nim obiekt jego westchnień, ubrany podobnie jak w dniu, kiedy się poznali, w dłoni trzymając butelkę wina. Tego samego, jakie pili tamtego wieczoru.
- Cześć, Youngjae – odezwał się Daehyun.
- Co tu robisz? – zapytał Youngjae nie mogąc powstrzymać urazy w swoim głosie.
- Wyszedłem wtedy bez pożegnania i… To nie było w moim stylu, ale spanikowałem.
Youngjae wahał się, czy wpuścić go do środka, więc postanowił, że jeszcze się wstrzyma.
- Dlaczego?
Daehyun spuścił wzrok.
- Nie wiem. Może dlatego, że bardzo mi się podobasz i nie chciałem…
- Czego nie chciałeś? – dopytywał.
- Nie chciałem schrzanić sprawy.
- Schrzaniłeś sprawę, bo wyszedłeś. Gdybyś został…
Gość podniósł wzrok i Youngjae dojrzał w jego oczach nadzieję. Była nazbyt widoczna, co lekko go rozbawiło.
- To co?
- Może coś by z tego było… Skąd mam wiedzieć, że jutro znowu tego nie zrobisz? – skrzyżował ręce na piersi patrząc wyzywająco na Daehyuna. Podobała mu się ta gra, choć była jednym wielkim absurdem. Przecież powtarzał sobie, że już nigdy więcej nie chce mieć nic do czynienia z Daehyunem, którego nazwiska nawet nie znał. A teraz jego serce wyrywało się, jakby nigdy za niczym bardziej nie tęskniło.
- Musiałbym być kompletnym kretynem. – bąknął i westchnął ciężko – Mam jeszcze jakieś szanse, czy już mogę sobie iść?
Youngjae jeszcze przez moment milczał, trzymając Daehyuna w niepewności, ale wreszcie wyciągną w jego stronę dłoń, którą ten ujął z lekkim uśmiechem. Ich palce splotły się ze sobą, a Youngjae pomyślał, że pasują do siebie idealnie.

[…]wiem, że słyszymy to samo. Moje serce tłucze się w piersi, a na czole perli się zimny pot. Piszę, z trudem stawiając litery… Oboje wiemy, że za moment nie będzie już nic. Ile nam zostało czasu? Minuta, dwie, pięć? Zapadnie wielka cisza, ale ostatnie, co będę pamiętał, to Twój uśmiech, który podarowałaś mi przy pierwszym poznaniu, ciepło twojej dłoni, którą ująłem w swoją i Twój słodki śmiech.
We wspomnieniu wciąż będziemy razem, kiedy zostanie z nas jedynie pył unoszący się na wietrze.
Kocham Cię.

Na zawsze Twój,
Da-

3 komentarze:

  1. Twój blog został pomyślnie dodany do spisu. Dziękujemy za współpracę :)
    [http://spisff.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow!
    To było świetne!
    Widać w tym dużo talentu i ogólnie. Piękne, naprawdę super obmyślone. Po tytule one shota można domyśleć się tylko jednego:śmierć Dae i Jae.
    Musisz pisać więcej i mam nadzieję,że znajdę tutaj jeszcze Daehyuna i YoungJae w roli głównej.
    Pozdrawiam,życzę weny,Zuza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim zaczęłam pisać to opowiadanie, zamysł był taki, że to będzie list Youngjae do Daehyuna, ale po kilku zdaniach moje myśli zainfekował Youngjae - pisarz, więc zrezygnowałam z romantycznego i zarazem dramatycznego listu i myślę, że to było dobre posunięcie ^^.
      Cieszę się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu i dziękuję za komentarz.
      Bardzo lubię ten paring, więc na pewno jeszcze coś o nich opublikuję.
      Pozdrawiam ciepło <3 ^^

      Usuń

Obserwatorzy