niedziela, 26 października 2014

Ja i on - JJproject

TYTUŁ: Ja i on
BOHATEROWIE: Im Jaebum, Park Jinyoung (GOT7)
GATUNEK: fluff
ILOŚĆ SŁÓW: 1542
OSTRZEŻENIA: właściwie to brak
KILKA SŁÓW: Jestem w trakcie kończenia zamówienia, ale coś czuję, że jeszcze trochę mi to zajmie, więc na razie mam dla Was one-shot, który pisałam sporo czasu temu, ale bardzo go lubię i chciałabym się nim z Wami podzielić. Miłego czytania ^^.
PS. Chciałam bardzo serdecznie podziękować Wam za wszystkie opinie. Wiele one dla mnie znaczą. Pozdrawiam! ^^



Bardzo się od siebie różniliśmy. Byliśmy jak ogień i woda. On był złem wcielonym, a ja grzecznym chłopczykiem, który wiecznie musiał myśleć nad tym, co robi. Zazdrościłem mu tej swobody, jaką posiadał, radości życia i tego, że prawie cały czas na jego twarzy gościł uśmiech. Czasem uroczy, czasem złośliwy, ale niezaprzeczalnie ładny. Zazdrościłem mu wszystkiego, bo był takim człowiekiem, jakim ja zawsze chciałem być.
W pierwszej klasie liceum niewiele ze sobą rozmawialiśmy. Wszystko ograniczało się do zwykłego „cześć”.
Nie miałem odwagi zapytać, co u niego, bo był lepszy ode mnie i zapewne nie chciałby tracić czasu na klasowego kujona, kiedy dookoła niego pełno było ślicznych dziewcząt i popularnych chłopców.
Lubiłem na niego patrzeć, ale zawsze starałem się robić to tak, by nikt nie zauważył. Nie chciałem niewygodnych pytań ani plotek. Musiałem przeżyć liceum ryjąc nosem w książkach, choć tak naprawdę pragnąłem czegoś zupełnie innego. Czegoś, co wspominałbym z uśmiechem na ustach i ciepłem na sercu.

Moje życie uległo gwałtownej przemianie pod koniec drugiej klasy liceum. Zbliżały się egzaminy końcowe, więc większość czasu spędzałem w bibliotece, bo tylko tam mogłem się całkowicie skupić na materiale, który miałem do opanowania. Właściwie nie było tego dużo, bo uczyłem się bardzo systematycznie, natomiast były osoby, które w tej dziedzinie życia bardzo cienko przędły.
Jedną z takich osób był właśnie on. Park Jinyoung.
Od rana przeczuwałem, że coś się wydarzy, ale nie przypuszczałem, że gdy wejdę do znajomego mi już dość dobrze pomieszczenia, gdzie na regałach stały równo poukładane książki, przy stole, na miejscu, które określałem mianem „swojego”, będzie siedział on. Właściwie tylko w połowie siedział, ponieważ jego głowa wtulona była w książki leżące na blacie stołu. Zatem tak wyglądał proces nauki u Jinyounga. Pomyślałem i już chciałem znaleźć nowe miejsce, kiedy tknęła mnie pewna myśl.
Był piątek. Biblioteka tego dnia wiała pustkami i nigdzie nie dostrzegłem groupies należących do Jinyounga. Oznaczało to święty spokój i W KOŃCU, możliwość lepszego poznania się.
Nie byłem do tego przygotowany, ale czy do lepszego poznania drugiego człowieka należało się specjalnie przygotowywać? Czy nie lepiej zdać się na rozwój wydarzeń i na los?
Nie chciałem żeby uznał mnie na nachalnego typa, ale tak bardzo ciekawiła mnie jego osoba, że wreszcie dałem sobie spokój z analizami czarnych scenariuszy i usiadłem naprzeciw niego. Nie spał, bo gdy tylko do jego uszu dobiegł odgłos szurania krzesła, oparł brodę o zaciśniętą pięść i wlepił we mnie swoje spojrzenie. Wyglądał jak mały, bezbronny chłopiec, ale wiedziałem, że to wilk w owczej skórze.
Miał duże oczy. Za duże, bo miałem wrażenie, że zaraz w nich utonę. Miał w sobie coś takiego, co za każdym razem, gdy na niego patrzyłem, przyprawiało mnie o miękkie kolana. Był idealny, chociaż pełno było w nim wad.
Przeklinał, bekał, ubierał się jak kosmita.
- Jest piątek, nie masz życia? - zapytał beznamiętnie, trochę jak znudzone dziecko.
Wyciągając książki z torby usiłowałem nie patrzeć na niego jak na jedzenie.
- Jak widać nie mam – odparłem, a moje serce przyspieszyło bicia. Czułem na sobie jego wzrok. Dotykał mojej twarzy, mojej szyi... Coś się zaczynało ze mną dziać. Coś bardzo niedobrego.
- Pomożesz mi?
On zapytał, a ja zgodziłem się bez wahania, bo też nie miałem wystarczająco dużo siły żeby przeciwstawić się jego urokowi. Taki już był. Owijał sobie ludzi dookoła palca, tak o, po prostu.
Przez całą trzecią klasę wyciągałem go z tarapatów i znosiłem jego dziwne zachowania. Raz był słodki i miły, a za chwilę wyglądał jakby miał mnie rozszarpać. Sam nie wiem, dlaczego i w jaki sposób wytrzymywałem te jego zmiany nastrojów? Najwidoczniej wystarczyła mi jego obecność w moim życiu oraz to, jak bardzo w nim namieszał.

Skończyły się czasy liceum i nadeszła pora na studia. Bałem się, że to będzie kres naszej znajomości, ale myliłem się. Jinyoung mimo tego, iż bardzo często mówił mi, że mnie nienawidzi, to był przywiązany. Do mnie, do nas. Postanowił, że pójdzie ze mną na studia, chociaż zobaczyć jak to jest. Ja miałem zamiar pomóc mu przebrnąć przez ten etap tak, jak pomogłem mu w liceum. Nie było to jednak ukierunkowane moim dobrym sercem. Wtedy byłem egoistą, działałem na własną korzyść, przy okazji pomagając jemu. Nie chciałem żeby zniknął z mojego życia. Rozjaśniał je i sprawiał, że moje serce biło, utwierdzając mnie w przekonaniu, że wciąż jestem człowiekiem, a nie maszyną. Tak bardzo chciałem żeby on zobaczył we mnie kogoś ważnego.

- Ej, co ty tak przymulasz? - jego słowa dość gwałtownie wyrwały mnie z zamyślenia. Siedzieliśmy w naszym pokoju, w akademiku i musiałem mocno odpłynąć, bo przez moment dziwnie mi się przyglądał.
- Przepraszam, ale nie będę mógł iść z tobą na imprezę – wiedziałem, że zaraz będzie kombinował, żeby jednak mnie wyciągnąć, ale ja miałem dosyć. Tego dnia wszystkiego miałem po prostu dosyć. Męczyła mnie znajomość z nim. Męczyły mnie jego nawyki, głupie odzywki, to, że niczego nie traktował poważnie.
- Co? Dlaczego? Przecież obiecałeś! – zawołał, znowu zachowując się jak rozkapryszone dziecko.
- Wiem, ale jestem zmęczony. Chciałbym odpocząć.
- Jesteś beznadziejnym nolifem. Dlaczego ja się w ogóle z tobą zadaje? - poczochrał swoje ciemne włosy, których sam miałem ochotę dotknąć tak wiele razy.
- Bo na każdym kroku ratuję ci tyłek i pomagam z nauką. Gdyby nie ja, zapewne teraz żyłbyś na marginesie społecznym.
- Dobra – Jinyoung skrzyżował ręce na piersi – Gadaj, co cię ugryzło?
- Nic. Możesz dać mi na chwilę spokój? Boli mnie głowa.
Rzucił we mnie poduszką w przypływie irytacji, co zdarzało się bardzo często i było wręcz takim NASZYM zachowaniem.
- Leż i zdychaj, a ja pójdę na imprezę i będę się na niej świetnie bawił. Przynajmniej nie będziesz mi odstraszał panienek.
Kiedy wyszedł trzaskając drzwiami, poczułem się samotny. Z nim mimo wszystko było łatwiej.
A może po prostu powinienem odpocząć?
Usiłując myśleć o czymś pozytywnym wreszcie udało mi się zasnąć.

Musiałem być bardzo zmęczony, bo gdy mnie budził, moje powieki były jak z ołowiu. Kiedy wreszcie udało mi się otworzyć oczy, za oknami było już ciemno, a on leżał prawie na mnie, na plecach, w dłoniach trzymał aparat. Jego czarne, rozwiane włosy łaskotały mnie w twarz. O dziwo nie wyczułem od niego alkoholu, albo po prostu mój umysł był w tym momencie trochę otępiały.
- Boom, zróbmy sobie zdjęcie – poprosił i pstryknął kilka fotek nie bacząc na to jak w danym momencie wyglądam.
- Miałeś być na imprezie – wymamrotałem wciąż sennym głosem. Nie miałem nawet siły go z siebie zsunąć.
- Bez ciebie, to już nie to samo. Nikt mi nie marudzi za uchem, nie odgania ode mnie dziewczyn.
Wreszcie poczułem na sobie jego spojrzenie. Nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów i z tej odległości jeszcze bardziej pokochałem jego oczy, bo w tej chwili widziały tylko mnie. Badały moje oczy, mój nos, a na końcu usta.
- Z tobą jest mi lepiej – po kilku sekundach milczenia, jakie między nami zapanowało, zapytał – Lubisz mnie jeszcze?
- Trochę – odparłem próbując zachować powagę.
Jinyoung zrobił marną minę, która ujęła mnie za serce.
- Tylko trochę?
- Bardzo – poprawiłem się, z satysfakcją zauważając jak jego twarz rozpromienia uśmiech.
- Jak bardzo?
- Czasami za bardzo. Jesteś cholernie irytujący, wkurza mnie jak łazisz i bekasz. Nienawidzę jak obgryzasz paznokcie i przeklinasz, ale właśnie wtedy lubię cię za bardzo.
Przez chwilę jego wzrok nie wyrażał nic.
- Dlaczego mówisz rebusami?
Roześmiałem się. To był właśnie Jinyoung, trzeba było mówić do niego drukowanymi, bo inaczej wykazywał się ciężkim myśleniem.
- Chodzi mi o to, że bardzo cię lubię, nawet mimo twoich wad. Rozumiesz?
Skinął głową i przekręcił się tak, by wtulić się w moje ciało. Nigdy wcześniej tego nie robił, więc uznałem to za ogromny krok do przodu. Cieszyłem się.
- Dałem kosza dziewczynie.

Nigdy w życiu nie spodziewałbym się, że takie słowa padną z jego ust. Od kiedy pamiętam ani razu nie przepuścił okazji. Ale przecież słyszałem jak je wypowiada, do tego brzmiał bardzo poważnie, tak nienaturalnie.
- To nie w twoim stylu. Co się stało?
- Była naprawdę bardzo ładna, wiesz… Krótka spódniczka, świetne nogi, cycki też miała fajne. Mieliśmy iść do niej, ale w którymś momencie mi odwaliło i po prostu stwierdziłem, że nie jesteśmy sobie przeznaczeni do bzykania.
Uwielbiałem sposób, w jaki opowiadał mi swoje imprezowe historie. Była w nim jego prostota.
- Może to nie był twój dzień? – podsunąłem, starając się nie cieszyć w duchu jak wariat, bo to, że Jinyoung raz odrzucił dziewczynę o niczym nie świadczyło, prawda?
- Nie wiem, ale przez całą imprezę jak na nią patrzyłem, nic nadzwyczajnego się nie działo. Wiesz… Z moim przyjacielem. Ej, a może ja już nie mogę?
Pacnąłem go lekko w ramię.
- Nie opowiadaj głupot. Ta dziewczyna po prostu nie była dla ciebie. To się zdarza.
- Tobie też? – zapytał ufnie, by po chwili bezczelnie dodać – A nie, przecież ty nie masz życia towarzyskiego.
Pokręciłem głową z dezaprobatą.
- To wszystko przez ciebie. Zamiast się umawiać, ja pomagam tobie przebrnąć przez życie i jak na tym wychodzę? Nijak.
Jinyoung roześmiał się pogodnie, a gorące powietrze owiało skórę mojej szyi. Oddałbym wszystko żeby częściej to czuć.
- Nie chce żebyś się umawiał, bo jak sobie kogoś znajdziesz, to ja stracę osobistego niewolnika i zdechnę w rynsztoku zalany w cholerę.
Czyli jednak byłem mu potrzebny. Chciał mnie mieć w swoim życiu. Przytuliłem go mocniej do siebie i napawałem się jego ciepłem.

Prawda była taka, że byłem w nim zakochany. Po uszy.


4 komentarze:

  1. Och! ;;;;;;;;;;;;
    Takie slodkie, omg ;;;;;;;;
    Więcej. Chce więcej Twoich opowiadań :o
    ajfiajrixajrkfiajcj.
    Nie wierzę, że podobało mi się opowiadanie z Got7!
    Thank you, zmieniłaś moje podejście do opowiadań z nimi .__.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam opowiadania z Got7, a ten one shot był cudowny. Rzadko spotykam opowiadania z tą grupą ,a jak już tak jest to głównie jest to z Markiem, Jacksonem i Bambam, a ta para pojawia się sporadycznie, dlatego jestem bardzo szczęśliwa, że trafiłam na tego bloga i bardzo się dziwę, że nie uczyniłam tego wcześniej.
    Co do samego one shota to trochę mnie zasmucił, no bo nie wiem co Jr czuje do Jb a on go kocha!
    Odnośnie Twojego stylu, czytało mi się bardzo przyjemnie wręcz nie mogłam się od niego oderwać! Jak dla mnie uczucia Jb zostały świetnie opisane.
    Może to dziwne co napiszę, ale bardzo cieszę się z tego, że tekst jest wyjustowany :D Na niektórych blogach autorzy tego nie robią, a ja nie przepadam czytać "nieobrobionych" tekstów, ponieważ to nie jest przyjemne i drażni...
    Mam nadzieję, że na Twoim blogu ukarze się jeszcze coś z zespołem Got7! Byłabym bardzo szczęśliwa!
    Życzę dużo weny i pozdrawiam!
    Cuks!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że opowiadanie przypadło Ci do gustu. Jaebum i Jinyoung to moja pierwsza ulubiona parka jeśli chodzi GOT7 i niedawno zaczęłam pisać o nich nowego one-shota. Mam nadzieję, że uda mi się go skończyć i wrzucić na bloga ^^.
      Pozdrawiam ciepło <3

      Usuń
  3. W skrócie - zajebiste <3
    GOT7 to mój ulubiony zespół i nie czytam z nimi yaoi, bo jakoś nie mogę. Ale to opko jest po prostu awww. <3 Takie słodziutkie. <3 Uwielbiam <3

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy